Dostałeś groźny e-mail, który zna Twój adres i żąda Bitcoina? Oto dlaczego jest pusty
Przychodzi e-mail. Zna już Twój adres, przywołuje nazwę prawdziwej grupy hakerskiej i twierdzi, że istnieje kompromitujące nagranie z kamerki, które trafi do sieci, jeśli nie zapłacisz. Ma sprawić, że serce Ci podskoczy - i jest zupełnie puste w środku.
Badacze z BleepingComputer i Malwarebytes śledzą kampanię sekstorcji, działającą od mniej więcej kwietnia 2026 roku, która opiera się na danych wyciekłych za sprawą grupy przestępczej ShinyHunters. Oszuści pozyskali adresy e-mail z wcześniejszych wycieków - dane prowadzą do takich firm jak Amtrak, Hallmark, Substack, Betterment, CarGurus, ADT, Panera Bread i McGraw Hill - i wykorzystują Twój prawdziwy adres, a czasem nazwę firmy, w której faktycznie miałeś konto, żeby brzmieć wiarygodnie. Żądanie jest dziwnie precyzyjne: 2000 dolarów w Bitcoinie w ciągu 48 godzin. Warto zaznaczyć, że sama grupa ShinyHunters zaprzeczyła, jakoby stała za tymi e-mailami - to inni przestępcy żerują na jej nazwie.
Oto najważniejsza część: nie ma tu żadnego złośliwego oprogramowania, dostępu do kamery ani nagrania. Znajomość Twojego adresu e-mail nie daje nikomu absolutnie żadnej możliwości włamania się do Twojego komputera ani nagrania Cię - portfele Bitcoin wskazane w tych wiadomościach zazwyczaj nie odnotowują żadnych wpłat. Nie odpowiadaj (to tylko potwierdza, że adres jest aktywny), nie płać i nie traktuj żadnego dołączonego "dowodu" jako prawdziwego. Usuń wiadomość i oznacz ją jako spam. Jeśli e-mail cytuje Twoje prawdziwe hasło, to znak, że wyciekło ono gdzieś dawno temu - zmień je wszędzie, gdzie go używałeś, i włącz uwierzytelnianie dwuskładnikowe.
Cała sztuczka opiera się na tym, że wyciekły adres e-mail sprawia wrażenie włamania. Kontrola Prywatność i konta w Tendvane pokazuje, które z Twoich loginów pojawiły się w znanych wyciekach danych, więc gdy obcy człowiek wyrecytuje Twoje dane, będziesz wiedzieć dokładnie, skąd je ma - i że nie oznacza to, iż ktoś dotknął Twojego komputera.