Nowe badania znajdują lukę w synchronizowanych kluczach dostępu Google - co to oznacza, a czego nie
Sporą część tego bloga poświęciliśmy na przekonywanie, że klucze dostępu (passkeys) to bezpieczniejszy sposób logowania - i wciąż tak jest. Ale badanie opublikowane w tym tygodniu zasługuje na uczciwą wzmiankę, bo znajduje lukę w jednej konkretnej konfiguracji. 3 sierpnia zespół Unit 42 firmy Palo Alto Networks opublikował trzy ataki - nazwane Pass-ta-key, Silver Pass-ta-key i Golden Pass-ta-key - które pozwalają złośliwemu oprogramowaniu przejąć klucze dostępu synchronizowane przez Google między Twoimi urządzeniami.
Zanim ktokolwiek zacznie panikować, liczą się dwie rzeczy. Po pierwsze, to nie łamie samych kluczy dostępu - leżąca u ich podstaw kryptografia pozostaje nienaruszona, a kluczy dostępu wciąż nie da się wyłudzić w taki sposób, w jaki można wyłudzić wpisywane hasło. Badacze znaleźli luki w tym, jak Chrome i Menedżer haseł Google synchronizują i weryfikują klucze dostępu na Windows. Po drugie, i równie ważne: każdy z tych ataków wymaga, żeby złośliwe oprogramowanie już działało na Twoim komputerze. Nic tutaj nie sięga przez internet do czystej maszyny. Jeśli jednak złodziej danych jest już na Twoim komputerze, najgorszy przypadek ("Golden Pass-ta-key") pozwala mu wyciągnąć klucz główny z pamięci Chrome i odszyfrować każdy zsynchronizowany klucz dostępu. Google zostało poinformowane, zanim wyniki podano do wiadomości publicznej, a niektóre dotknięte strony już wprowadziły poprawki.
Wniosek nie brzmi więc "przestań używać kluczy dostępu". To ta sama lekcja, która leży u podstaw niemal każdego zagrożenia, jakie opisujemy: trzymaj złośliwe oprogramowanie z dala od komputera, bo to jest ta pierwsza kostka domina, od której zależy wszystko inne. Nie uruchamiaj instalatorów z reklam w wyszukiwarce ani z przypadkowych stron do pobierania, aktualizuj na bieżąco Windows i Chrome, a jeśli chcesz najsolidniejszej opcji, sprzętowy klucz zabezpieczający lub klucz dostępu przypisany do urządzenia nie da się zsynchronizować z chmurą - więc w ogóle nie jest narażony na to zagrożenie.
Ponieważ te ataki ruszają dopiero wtedy, gdy coś złośliwego jest już zainstalowane, właśnie tutaj sprawdza się Kontrola bezpieczeństwa Tendvane: wykrywa nieoczekiwane programy uruchamiające się automatycznie z folderów AppData lub Temp oraz rozszerzenia przeglądarki, których nie rozpoznajesz - dokładnie takie pozostałości, jakie zwykle zostawia złodziej danych.