Pierwszy wynik wyszukiwania twojego dostawcy wody może wcale nie być twoim dostawcą wody
Chcesz zapłacić rachunek za prąd. Wpisujesz nazwę dostawcy energii w Google, klikasz pierwszy wynik i trafiasz na stronę noszącą nazwę tego dostawcy, a czasem nawet jego logo. Płacisz. Tyle że strona należy do pośrednika, o którym nigdy nie słyszałeś, do rachunku doliczana jest opłata, a pieniądze docierają do dostawcy znacznie później, niż zakładasz.
Taki właśnie scenariusz opisała FTC 17 sierpnia w ostrzeżeniu zatytułowanym "Searching Online: Bill Pay Impersonators", opublikowanym tego samego dnia, w którym ogłoszono ugodę z internetową firmą płatniczą Doxo. Doxo oraz dwaj jej współzałożyciele, Steve Shivers i Roger Parks, zapłacą 2,1 miliona dolarów w związku z zarzutami, że wykorzystywali reklamy w wyszukiwarce, by przedstawiać firmę jako oficjalny kanał płatności za media, kredyty samochodowe i inne rachunki - strony docelowe nosiły nazwy innych firm, a czasem także ich logotypy - a następnie pobierali od klientów dodatkowe opłaty.
Prawdziwą szkodę wyrządza to, co działo się po dokonaniu płatności. Według FTC Doxo obciążało klienta natychmiast, ale w wielu przypadkach drukowało papierowy czek i wysyłało go pocztą do dostawcy usługi, gdzie docierał on po kilku dniach, a czasem tygodniach. Ludziom odcinano media, mimo że byli przekonani, że zapłacili na czas.
Nawyk, który warto wyrobić, dotyczy znacznie więcej niż tej jednej firmy: nie docieraj do strony płatności przez wynik wyszukiwania. Wpisz samodzielnie adres podany na papierowym rachunku lub w wyciągu z konta, albo skorzystaj z aplikacji, którą już masz zainstalowaną. Płatna reklama może znajdować się dokładnie nad prawdziwym wynikiem i wyglądać identycznie, a jedyną różnicą jest małe oznaczenie "Sponsorowane".
Jeśli twoje wyszukiwania wciąż prowadzą cię gdzieś, gdzie wcale nie chciałeś trafić, to inny problem - kreator "przejęta przeglądarka" w Tendvane przywraca twoją stronę startową i domyślną wyszukiwarkę tam, gdzie je zostawiłeś.